Nie uwierzycie mi... nie uwierzycie gdy powiem, że jest we mnie naprawdę wiele ciepła.
Bo jest.
Chcę psa.
Tak bardzo pragnę psa.
Wielkiego, czekoladowego labradora.
Będę go kochać, będę o niego dbać.
Chodzić na długie spacery.
Kupię sobie rower.
I z tym rowerem i z tym psem będę chodzić do lasu.
Odkrywać (nie)zbadane ścieżki.
Szelest liści.
Cięzkie promienie słońca, przedzierające się leniwie przez gęste konary.
Wilgoć zamknięta w powietrzu.
I mój rozedrgany oddech.
Pełen szczęścia.
Lekkie parujące obłoczki wyzierające się z moich zaczerwienionych wysiłkiem warg.
To wezbrane ciepło mojej osoby, mojej radości szuka ujścia.
Las.
Jak ja za tym tęsknię.
Zamknięta w betonowym mieście.