Wracam do starych wpisów.
Nie uczę się na błędach, nie wysuwam wniosków.
Siedzę, siedzę i płaczę.
A przecież mogłabym tyle zmienić.
Czekam na uderzenie rzeczywistości... Kolejne już.
Na takie, które wzmocni, pomoże odbić się od dna po którym błądzę już od miesięcy.
A przecież... mam tak wiele.
Dlaczego nie potrafię docenić to czego się dorobiłam?
Kompletne skupienie na negatywnych aspektach własnego ja.
Myślę o słowach M.
"You can't truly love someone if you do not love yourself first".
Będzie inaczej. Musi.
Wstaję.
Wstaję powoli.
Nie dla kogoś.
Ale dla siebie... Do siebie.