No i stało się. Zmieniam swoje życie.
Odeszłam od niego... Zostaję w tym mieszkaniu jeszcze do przyszłego miesiąca. Sama.
Wczoraj jak weszłam do domu to znalazłam kwiaty... dużo kwiatów. Dzikie hordy kwiatów.
Wszystkie żółte. Tylko takie lubię.
Pamiętał. No cóż... one i tak niczego innego nie zmienią.
Nic nie jest w stanie mnie zatrzymać!
Hahaha... śmieję się!
Tak tego pragnęłam! Żyć!
Już sporo schudłam. Kupiłam masę ciuchów w których się czuję i wyglądam rewelacyjnie!
Poznałam... mężczyznę.
I to jakiego... Bierze mnie do Londynu za dwa tygodni.
Tak po prostu... na występ zespołu.
Ah Ci Australijczycy... :)
Tuesday, 22 March 2011
Friday, 11 February 2011
Zmiany są potrzebne.
Miotając się między gotowaniem obiadu, a składaniem świeżo wypranej bielizny nagle dochodzi do mnie prawda. Duszę się.
Duszę się tym domem, tym miastem, tymi ludźmi, tym związkiem.
Całe swoje życie zawsze się komuś bądź czemuś poświęcałam. A co ze mną? Z moim ja?
Żyję życiem 40-latki.
Żyję życiem jakim oczekują ode mnie inni.
Musisz się ładnie uczyć. Skończyć studia. Zrobić karierę. Zbudować dom. Urodzić trójkę dzieci.
Muszę? Ja nic kurwa nie muszę.
Zapomniałam co to taki prawdziwy, szczery śmiech.
Nie noszę już w sercu tej radości. Puste emocje. Co to było podniecenie, ekscytacja?
Jestem zimna. Niezdolna do żadnych uniesień.
Nie czuję już ciepła Jego ciała. Mimo, że co noc leży obok. Że obejmuje ramieniem.
Unikam bliskości, seks mnie napawa obrzydzeniem.
Myślę o swojej mamie. Całe swoje życie robiła coś dla innych.
Dziś jest sama. Zdjęto z niej brzemię opieki nad wszystkim. I co?
Nie potrafi się cieszyć swoją wolnością.
Nawet póki co nie zdążyła.
Guz na piersi.
Miejmy nadzieję, że niezłośliwy.
Chcę się wycofać, póki jeszcze mogę, póki jeszcze jest czas.
I żyć tak aby nie żałować.
Żyć każdą sekundą.
Zasypiać z uśmiechem.
Budzić się z nadzieją.
Wyjeżdżam.
Podbijam.
...spełniam.
Duszę się tym domem, tym miastem, tymi ludźmi, tym związkiem.
Całe swoje życie zawsze się komuś bądź czemuś poświęcałam. A co ze mną? Z moim ja?
Żyję życiem 40-latki.
Żyję życiem jakim oczekują ode mnie inni.
Musisz się ładnie uczyć. Skończyć studia. Zrobić karierę. Zbudować dom. Urodzić trójkę dzieci.
Muszę? Ja nic kurwa nie muszę.
Zapomniałam co to taki prawdziwy, szczery śmiech.
Nie noszę już w sercu tej radości. Puste emocje. Co to było podniecenie, ekscytacja?
Jestem zimna. Niezdolna do żadnych uniesień.
Nie czuję już ciepła Jego ciała. Mimo, że co noc leży obok. Że obejmuje ramieniem.
Unikam bliskości, seks mnie napawa obrzydzeniem.
Myślę o swojej mamie. Całe swoje życie robiła coś dla innych.
Dziś jest sama. Zdjęto z niej brzemię opieki nad wszystkim. I co?
Nie potrafi się cieszyć swoją wolnością.
Nawet póki co nie zdążyła.
Guz na piersi.
Miejmy nadzieję, że niezłośliwy.
Chcę się wycofać, póki jeszcze mogę, póki jeszcze jest czas.
I żyć tak aby nie żałować.
Żyć każdą sekundą.
Zasypiać z uśmiechem.
Budzić się z nadzieją.
Wyjeżdżam.
Podbijam.
...spełniam.
Tuesday, 18 January 2011
Nowe jutro.
Chcę coś zrobić dla siebie. Walczyć o nowe, lepsze jutro. Póki co... biorę się za pisanie essay'u. Nawet niejednego... a dwóch ;)
Subscribe to:
Comments (Atom)