Thursday, 30 April 2009

...

Jakoś się trzymam, będę dzielna. Będę... normalna. Dziś nie bedzie żadnej dramaturgii, kryzysu, czy płaczu. Będzie kolejny dzień z życia zwykłej dziewczyny.

Wiem, że wiele osób uważa, że bulimia to po prostu wymuszona na siłę choroba.

Zgadzam się z tym. Całkowicie.

Problem w tym, że jej pojawienie się w naszym życiu jest niewinne, ot tak po prostu. Myślisz: 'schudnę to przestanę'. Nic bardziej mylnego...

Z każdym kolejnym etapem choroby, nasza 'Be' zahacza o coraz to nowsze sfery naszej psychiki. Gdy przejmie kontrolę nie tylko nad ciałem, ale i umysłem... jesteśmy przegrani.

Kiedyś ktoś, rozmawiając przy mnie o bulimii, nie potrafił się nadziwić, co to za problem przestać wymiotować. Ehh... tu nie chodzi o to.

Walczysz z atakami chronicznego głodu, faktem pochłaniania ogromnych mas jedzenia.

i... wyrzutami sumienia.

Potem już wszystko kręci się tylko wokół jednego.

Nauka, dom, praca? Wszystko schodzi na dalszy plan.

Liczy się to, że zaraz pójdziesz do sklepu.

W przypadku kiedy masz czas, wiesz, że nikt i nic nie stanie Ci na drodze:

Z rozwagą, dokonasz selekcji tego na co masz szczególnie ochotę. Biorąc jedną tabliczkę czekolady, już myślisz o kolejnej.

A gdy jesteś zdesperowany...

Jesz co popadnie.

W moim przypadku, była to ostatnio baza na ciasto... którego nie zdążyłam nawet upiec.

Przykre?

Hymm... nie oczekuję litości. Sama jestem sobie winna.

Pomyślałam sobie, że byłoby po prostu dobrze tu wszystko opisywać.

Żeby każdego dnia, na nowo, uświadamiać sobie jaką głupotę wyrządzam samej sobie.

Wednesday, 29 April 2009

Fakt.

Zanim dopadnie mnie melancholia, spowodowana kolejnym atakiem, a raczej tym jak się po nim czuję, opowiem Wam coś o sobie.

Takich kilka faktów z życia.

Zwykłej dziewczyny.

Nie grubej, nie chudej. Nie pięknej, nie brzydkiej.

Ta naprawdę, nie jest trudno ustalić datę kiedy osoba przeistacza się w bulemika.

Nie dla mnie. Ataki kompulsynego jedzenia zdażały się już w kilka miesięcy po tym jak zacząłam się odchudzać. Normalna sprawa.

Bulemiczką zostałam... gdy przyszły mi do głowy moje palce. I to co mogę z nimi zrobić.

Czy się bałam? Nie.

Bo ja się niczego nie boję. No chyba, że o Matkę.

Że kiedyś nie wróci.

To było tak dawno...

Mój współlokator chcąc mnie pocieszyć kupił mi pudełko lodów...

Czekoladowych.

I ciasteczka...

Powiedział: "Jedz, jedz... a jak wrócę z pracy to do Ciebie dołączę".

Zjadłam całe. A z nimi i ciasteczka. I pomidory. Ugotowanego ziemniaka.

Godzinę zajeło mi znalezienie w sklepie tych samych lodów.

Bo już wtedy poczułam, że coś jest nie tak.

Byłam tak najedzona, że siłą rzeczy zrobiło mi się niedobrze.

Nie musiałam się jakoś wysilać.

Poza tym... lodami się łatwo wymiotuje.

Moja Be.

Zjadła dziś:

3 galaretki

Jogurt

2 tabliczki czekolady

4 kotlety sojowe, kasze i brokuła

2 paczki ciastek 'digestive'

Kanapkę z krewetkami

Kanapkę z szynką i pomidorem

Kawałek ciasta urodzinowego

Bagietkę z bekonem i brie

Całe pudełko Carte Dore'ów

Deser budyniowy s bitą śmietaną

Zwróciła:

Ostatnie trzy pozycje

Nie mam już żadnej gotówki... Wszystko na koncie... Muszę więc oddać swoje karty bankomatowe. Żebym nie mogła nimi płacić.

Lodówka też pusta.

Niczym nie może mnie skusić.

Chcesz walczyć? Moja droga Be.?

Dobrze...

Tuesday, 28 April 2009

Kolejny dzień...

Nie mam już sił. Na nic... Nawet wymiotować mi się nie chce.

Czuję się tak strasznie źle...

Zawiodłam samą siebie. Znowu....

Ile to już razy?

Nie sposób zliczyć...

Przed tym jak zamknę już oczy do snu, powiem sobie: "Natka, jutro nastanie nowy dzień, zaczniesz wszystko od nowa..."

Tyle razy już to sobie powtarzałam...

Ale powtórzę raz jeszcze.

Może coś się zmieni, może...

Na razie krzyczę. Tak niemo...

Boże niech mi ktoś pomoże...

Błagam!

Saturday, 25 April 2009

...

Zamknęły się drzwi. Wyszła. Nareście.

Kierunek: lodówka. Hej, hej!

Nie dość, że się najem to... zwrócę jeszcze wszystko.

W ciszy i spokoju. Luksus...