Wednesday, 27 January 2010

Łzy.

Upłynął niemalże miesiąc.

Kolejny styczeń w moim życiu.

Podsumujmy. 3 ataki. 2 rozstania.2 879 076 łez.

Ja wiem jak umrę.Wiem.Kiedyś po prostu, kolejna łza okaże się być tą ostatnią.

O jedną za dużo.

Potem nie będzie już nic.W moim organizmie nastąpią nieodwracalne zmiany.

Ubytek wody, rzędu 15-tu procent.

Wszystko ze mnie wypłynie. Złe i dobre chwile.

Gryzące myśli.

Światłe momenty.

I nie będzie już nic.

Będzie cicho. Będzie spokojnie.

Tak... obojętnie.

Thursday, 21 January 2010

Wrócę.

Szał.

Zamknięty w mojej głowie.

Coś tam huczy... coś tam buczy.

Wwierca się w komórki mojego mózgu strach.

A co jeśli ja już nigdy nie będę szczęśliwa?

Co jeśli to co odpieram na stan przejściowy jest stanem... stałym?

Ostatecznym?

Czy plusem jest zejście istnienia Be. na drugi plan?

Czy to pozytyw?

Coś kosztem czegoś.

Mamo... Tato... ja wrócę.

Ja pomogę.Będę dla Was, tak jak i Wy byliście dla mnie przez 19 lat mojego życia.

Obiecuję...

Friday, 8 January 2010

Postanowienie?

Kłótnia.

O co poszło?

Nikt już nawet nie pamięta.

Finał jak zawsze ten sam.

Przypominamy zwierzęta, małe skowyczące psy. Koniecznie z podkulonym ogonem i uszami na płasko.

Szukam spokoju, chcę odpłynąć w zdrowy, bezpieczny sen.

Be. stuka do drzwi mojego umysłu.

Zajadam stres.

Nowy rok niczego nie zmieni.

Każdy ma swoje głupie postanowienie.

Ile z niego wychodzi?

Przyznajcie się...

No tak, nic nie wychodzi.

Brak motywacji.

Brak stabilizacji.

Nie postanawiam już, że będę silna.

Bo to i tak tylko puste słowa.