Wednesday, 16 June 2010
Podsumowanie.
Myślę, że to już koniec. Zamykam ten blog i zamykam kolejny rozdział w moim życiu. Przerobiłam już całą siebie, poznając te części mojej osobowości, których istnienie napawa mnie zarówno obrzydzeniem jak i pewnego rodzaju ulgą. Teraz już wiem, że bulimia nie wzięła się tak po prostu. Rozszyfrowałam jej genezę bardzo dokładnie i cóż... To była (jest?) odpowiedź na wszystkie moje frustracje, kompleksy do których nigdy nie chciałam się przyznać. A przede wszystkim na brak miłości i wsparcia. Samotność. Zły wybór życiowej drogi i próby walki z własnymi marzeniami i pragnieniami nad które, przekładałam plany innych. I nie winię tutaj nikogo. Żal mogę mieć tylko sama do siebie.Mija już jakiś czas, spokojny czas. W końcu odzyskałam kontrolę. To ja decyduję, a nie ten głuchy głód, wyłaniający się gdzieś z własnego lęku, tłumionego gdzieś tam w mojej chorej głowie. Nie wstydzę się już wracać do najciemniejszych chwil. Pamiętam gdy urywałam się z zajęć, wiedząc, że w tym czasie mieszkanie jest puste. To oznaczało kilkugodzinną ucztę. W takie dni mogłam jeść i rzygać na przemian. Mój żołądek był tak obciążony jedzeniem że, nawet nie musiałam się specjalnie wysilać, żeby cokolwiek zwrócić.Nawet nie policzę ile pieniędzy potrafiłam tak 'przejeść'... I te moje mikstury. Cała blacha ciasta, spaghetti, 2 bochenki chleba, lody, czekolady.Moją głowę, całkowicie pochłaniały tylko myśli związane z jedzeniem. Nadaremne liczenie kalorii, narzucanie sobie rygorystycznej diety, chęci wprowadzenia głodówek. Jedzenie... jedzenie... jedzenie. Moja klątwa.Po takich maratonach nie miałam sił na nic... Byłam tak słaba, że padałam z nóg, potrafiłam przesypiać całe popołudnia. Szkoła, znajomi, rodzina? Wszystko zeszło na dalszy plan. A raczej kompletnie zniknęło z mojego życia. Prochy... zielone tabletki. A po nich nieprzespane noce.Dziś... wszystko sobie powoli odbudowuję. Odcinam się od starego świata. Stawiam powoli nowe fundamenty życia. I te słowa nie są niestety przerysowane. Nikt, kto nie zetknął się z chorobą psychiczną, nie zdaje sobie sprawy z tego jak ciężko mierzyć się z ciemną stroną samego siebie. Na zakończenie, chciałam podziękować:Do X: doceniam Twoje próby. Cieszę się, że mimo początkowej bagatelizacji mojej choroby, ostatecznie udało Ci się zrozumieć chociaż jej część.Do K: za to światełko.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment