Coś smutnego znów wkradło się w moje życie.
Jak mam się tego wyzbyć, skoro nawet nie potrafię owego strapienia zdefiniować?
Tak wiem, pewnie znów sobie coś wmawiam.
Wyolbrzymiam swoje problemy.
Może to ta pogoda?
Dni wypełnione szczelnie deszczem. Paradoks.
Niesprzyjająca aura.
Ale już niedługo.
Może już niedługo.
Oby.
Własny ciepły kąt.
Przetarty dywan z czerwono- niebieskie wzorki.
Odgłos syczących płomieni w kominku.
Chcę tam być. Leżeć na ciężkiej, drewnianej podłodze.
Chcę być odkrywcą własnego sufitu.
Wynajdować na nim nowe gwiazdy. Całe galaktyki.
Zanurzać się w przestrzeń pomieszczenia. Paradoks.
Pełna jestem sprzeczności. Myśli równie bezsensownych jak i próżnych.
No cóż, taka już jestem.
Wiem też, że potrafię się poświęcać.
Wiem to. Wiem.