Wednesday, 21 April 2010

Tuż... tuż.

Powoli, powolutku... osiągam stabilizację. Motywacja do walki przychodzi i odchodzi. Ale ja brnę ciągle przed siebie. Moje życie, przypomina taniec, dwa kroki w przód, jeden do tyłu. Wiem już, nie ma po co się spieszyć. Na własnej skórze odczułam co znaczy 'jak nagle to po diable'. Coraz częściej myślę, że siedzą we mnie dwie, kompletnie różne osoby. Czasem nie poznaję siebie... nie łączę się z tą drugą. Pojawiły się plany... otrzepuję z kurzu ukryte głęboko marzenia.Wyjadę, uciekną. Przecież każdy wie, że zmiany są potrzebne. Mnie nie 'gorszego' już przydarzyć się nie może ;] Więc... planuję i odliczam. Czekam... Już niedługo. Już... Tuż, tuż.

Friday, 16 April 2010

Promienie.

Dzisiejsze skromne przemyślenia... w tonie pozytywnego brzmienia Carry Brothers, przerywa co chwilę niekontrolowane mrużenie wciąż lekko zaspanych powiek. Atak promieni Słońca... równie przyjemny jak poduszkowy nalot, bombardzisty K.W przerwach w robieniu notatek na zbliżające się egzaminy, buszując po internecie i myśląc już o planie na wykonanie kotletów mielonych na obiad... coś gdzieś w głowie szepcze mi, że to są właśnie takie małe momenty szczęścia, których tak szukam, o które się tak dopominam...

Wednesday, 14 April 2010

Rozstania i powroty.

To tak jakby w moje życie wpisane były rozstania i powroty.Różnica tylko tkwi w intensywności ich przeżywania.Kiedyś bolało.Teraz jakbym się już przyzwyczaiła, zwyczajnie wtopiła w ten zamknięty schemat.I teraz jedyne co boli to fakt... że nie boli.Pamiętam jak pękło mi serce. Pamiętam dokładnie.Stałam wpatrzona w spokojną taflę jeziora.Cholerne uczucie bezsilności zabierało oddech.Fala gniewu raz po raz przemywała mi serce.Milionami myśli próbowałam zahamować łzy.'On wyjechał, wyjechał... wyjechał'.Nie potrafiłam jeść, spać.Nie potrafiłam... żyć.Dziś? ...już nie ma we mnie takiego rodzaju tęsknoty.Przyzwyczaiłam się już do niego.I gdy teraz zmuszona jestem konfrontować coś co skutkuje w rozłące... Analizuję, myśląc: 'tyle razy już to przerabiałaś, że kolejny raz niczego nie zmieni'.A co jeśli zmieni...?A co jeśli, siedząc teraz biernie tracę najważniejszą cześć mojego życia?Wtedy... wtedy będę żałować.I tęsknić. Tak prawdziwie....w końcu.

Thursday, 1 April 2010

Żal.

Zastanawiam się... Co by było, gdybym wtedy nie wyjechała? Pamiętam moje pożegnanie z P. Siedziałam już za szybą autobusu, On płakał, niemo błagając bym została. A ja? Musiałam odwrócić głowę... by nie widział, że śmieję się radośnie na myśl o czekających mnie przygodach. Mija pierwszy rok na tym blogu, niemalże trzeci od kiedy wyjechałam. I co mogę powiedzieć? Że żałuję. Całym swym sercem. Teraz pokutuję ciężkimi łzami. Samotnością. I cholernymi wyrzutami. Wszystko dookoła mnie po prostu... przerasta. Kompulsywne jedzenie? To reakcja na stres, na lęk. Zajadanie strachu. Bulimia? To tylko skutek, konsekwencja. Teraz to już wiem.Nie ufam. I nie zaufam już nikomu.Zbieram jak kolekcjonerskie okazy strzępki dobrych chwil.Żałuję... Boże! Jak ja żałuję...Kiedyś chciałam uciec... teraz chcę pokornie wrócić.Tak mi brak samej siebie, takiej... normalnej. Takiej szczęśliwej.