Wednesday, 14 April 2010
Rozstania i powroty.
To tak jakby w moje życie wpisane były rozstania i powroty.Różnica tylko tkwi w intensywności ich przeżywania.Kiedyś bolało.Teraz jakbym się już przyzwyczaiła, zwyczajnie wtopiła w ten zamknięty schemat.I teraz jedyne co boli to fakt... że nie boli.Pamiętam jak pękło mi serce. Pamiętam dokładnie.Stałam wpatrzona w spokojną taflę jeziora.Cholerne uczucie bezsilności zabierało oddech.Fala gniewu raz po raz przemywała mi serce.Milionami myśli próbowałam zahamować łzy.'On wyjechał, wyjechał... wyjechał'.Nie potrafiłam jeść, spać.Nie potrafiłam... żyć.Dziś? ...już nie ma we mnie takiego rodzaju tęsknoty.Przyzwyczaiłam się już do niego.I gdy teraz zmuszona jestem konfrontować coś co skutkuje w rozłące... Analizuję, myśląc: 'tyle razy już to przerabiałaś, że kolejny raz niczego nie zmieni'.A co jeśli zmieni...?A co jeśli, siedząc teraz biernie tracę najważniejszą cześć mojego życia?Wtedy... wtedy będę żałować.I tęsknić. Tak prawdziwie....w końcu.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment