Monday, 17 May 2010

Kurwa Wasza mać.

Maj... niby taki piękny miesiąc. Kwiatki rosną, trawa się zieleni a błękitne niebo pokrywa gąbka chmur. Tak. Może w Waszym świecie. Bo w moim na pewno nie. Kurwa Wasza mać. Bedąc małą dziewczynką, byłam bardzo... niesamodzielna. Pójście do sklepu było wyzwaniem... odwagi brak, kompleksów miliony. Dziś? Mieszkam daleko, w obcym kraju, sama latam po bankach, sama opłacam rachunki. Sama gotuję. I jakże cudownie daję sobie radę....!!! Tylko gdzieś tam... ja wciąż się boję. I tak oto codzienne sprawy to katorga... No tak sama sobie to zrobiłam. Mogłam nie wyjeżdzać... Zostać. Mogłam. Teraz już za późno. Jeszcze trochę, jeszcze troszeczkę.Nienawidzę tego... pierdolonego marnowania własnego życia. Łez wylewanych po cichu w poduszkę. Usprawiedliwień, że to całoroczny PMS. Kurwa Wasza mać. KURWA WASZA MAĆ. Nienawidzę Was. Tych szczęśliwych. Tych co kochają maj. Kurwa Wasza mać.

Saturday, 15 May 2010

Sen?

Obudził mnie dziś płacz. Mój własny. Nieszczęsne łkanie rozedrgało powietrze. Zaczęło brakować powietrza. Wstałam... i było jeszcze gorzej. Ból który docierał do mnie z czeluści mojej mózgoczaszki, zmienił źródło. Serce mi pękło. I wtedy przyszły te straszne myśli. Tych miejsc już nie ma. Te momenty nie wrócą. Coś co zwałam domem nie istnieje. Oni nie istnieją. Nic już nie istnieje.

Monday, 10 May 2010

Grecja.

Między palcami przesypują się drobne ziarenka piasku... Jedne ciemnobrązowe... inne przezroczyste w lekko burszytnowym odcieniu. Jasne od gwiazd niebo. I ten szum... Słyszysz? W ręce dzielnie trzymany kieliszek białego wina... I śmiech, unoszący się w rzeźkiej bryzie... Fale... małe, ale jakże burzliwe, łapią mnie za stopy. Chłód nocy, kończący się wraz z Jego ramieniem...

Monday, 3 May 2010

...

Meczą mnie własne sny. Nie... nie żadne koszmary. Ale nocne wizje... w których zawsze jestem sama. I dosyć już tego mam, tej sennej samotności. Coraz częściej, jak falą napływają chore myśli. Oglądam zdjęcia znajomych. Są tacy roześmiani, zawsze w 5-ciu miejscach na raz. A ja? Co ja robię ze swoim życiem? ...no tak, codziennie walczę by być normalną, a moje marzenie ogranicza się do wizji samej siebie - siedzącej w domu, otoczonej kilkoma paczkami ciastek, kanapkami i tagiatelle z tuńczykiem. Żyć, nie umierać. Fuck it. Fuck it all.