Monday, 13 July 2009

Krew.

To już czwarty miesiąc na tym blogu. Kwiecień...

Maj...

Czerwiec...

Lipiec...

Każdego dnia starałam się walczyć.

Był czas, kiedy myślałam, że doczekałam się punktu zwrotnego w moim życiu.

Każdy dzień był walką.

Każdy dzień... jest walką.

Czasem lepiej, czasem gorzej.

Ale... teraz jest źle. Jest cholernie źle.

Nie uczę się na własnych błędach.

Nie ponoszę konsekwencji własnych czynów.

Nie wyciągam wniosków.

Wynikiem tego... krew.

Delikatnie sącząca się z moich ust.

Jej słodki smak?

Nie... Nie wiem.

Nic nie czuję.

Czy obrzydza mnie to? Czy szokuje?

Nie.

Bo ja przecież nic nie czuję.

Ani fizycznie, ani psychicznie.

Wyjeżdżam... Nie będzie mnie.

Uciekam od samej siebie.

Potrzebuję przerwy.

Może coś drgnie.

Może... Wrócę zdrowa.

No comments:

Post a Comment