Nienawidzę! Nienawidzę bulimii!!!
Czuję się tak cholernie nieszczęśliwa.
Najgorsze jest te myślenie.
Chęć bycia samej.
W celu wiadomym.
Liczenie kalorii.
Kwestia czy możesz sobie pozwolić na dwie łyżeczi dżemu na toście czy może... tylko na jedną.
A potem...
To jak równanie. Jak 2 + 2.
Jedzenie + wyrzuty = wymioty.
3 palce w ustach.
Czasem 4... jak ciężko idzie.
Kilkanaście szklanek wody.
Czasem z solą.
Sposobów miliony.
Po jakimś czasie... wystarczy, że się nachylisz.
Samo z Ciebie wychodzi.
Wiem, to co piszę jest okropne.
Ale... prawdziwe.
No comments:
Post a Comment