Friday, 3 July 2009

A myślenie miało nie boleć.

Nienawidzę! Nienawidzę bulimii!!!

Czuję się tak cholernie nieszczęśliwa.

Najgorsze jest te myślenie.

Chęć bycia samej.

W celu wiadomym.

Liczenie kalorii.

Kwestia czy możesz sobie pozwolić na dwie łyżeczi dżemu na toście czy może... tylko na jedną.

A potem...

To jak równanie. Jak 2 + 2.

Jedzenie + wyrzuty = wymioty.

3 palce w ustach.

Czasem 4... jak ciężko idzie.

Kilkanaście szklanek wody.

Czasem z solą.

Sposobów miliony.

Po jakimś czasie... wystarczy, że się nachylisz.

Samo z Ciebie wychodzi.

Wiem, to co piszę jest okropne.

Ale... prawdziwe.

No comments:

Post a Comment