Wednesday, 5 August 2009

Koniec wakacji.

Wróciłam... Długo mnie nie było.

Odpoczywałam. Przykry jest fakt, że bardziej od choroby niż codzienności.

To już niemalże miesiąc.

Bez wymiotów.

Bez kompulsów.

Boże... jak ja tego potrzebowałam.

Nie... nie wakacji.

Tylko kontrolii, takiej 24-ro godzinnej.

I słońca. Upałów.

Gdy ociekasz potem, nawet nie myślisz o jedzeniu.

Gdy ktoś jest obok, nawet nie możesz o tym myśleć.

Nie mogę zaprzeczyć. Były myśli.

Kuszące.

Dalej są.

Ale... czuję się silna.

I... w końcu najedzona po normalnym posiłku.

Dziwne to uczucie.

Być pelnym, ale tak normalnie pełnym.

Ale jak to mówią... nie można chwalić dnia przed zachodem słońca.

Tak więc - walczę.

Ale już nie sama.

No comments:

Post a Comment