Dziś pękłam. Wybuchłam płaczem.
Łkanie. Zaduszanie się własnymi łzami, których nie chciałam nawet zatrzymać.
Pragnąłam by mnie ukoiły.
By przyniosły spokój, pomogły zasnąć.
Oczyściły.
By wraz z ostatnią, skończył się również ten koszmar.
Dlaczego płakałam?
Chyba nad sobą.
Nad brakiem kontrolii.
Sił. Motywacji.
Znów depresja po mnie sięga.
Nie chcę nikogo widzieć. Z nikim się spotykać.
Chcę być sama.
Przespać ten czas.
Obudzić się zdrową.
Silną.
Nienawiść.
To takie okropne słowo. Takie okrutne uczucie.
Niestety... adekwatne w stosunku do samej siebie.
Nienawidzę siebie.
Nienawidzę Was... bo nie wiecie jak mi pomóc.