Myślę, że etap wymiotów za mną.
Mija trzeci tydzień... Wiem, wiem...
Bulemikiem jest się do końca życia.
Upewniam się w tym, gdy czytam blogi innych cierpiących na tą chorobę.
Niektórzy myślą, że mają to za sobą... Mija miesiąc, dwa. A potem?
Wielkie bummmmm...
Ale ja myślę, że będzie ok.
Teraz muszę popracować trochę nad kompulsami.
Nie są duże.
Nie ma ich dużo.
Ale są. Ciągle.
A potem godziny na siłowni. Katowanie własnego ciała.
Boże... po co mi było to wszystko?
Ci którzy kochali, kochali szczerze...
Taką jaką byłam.
Nie ważne czy z dwoma kilogramami więcej.
Kalorie.
Przeklęte słowo.
Przeklęta ja.
No comments:
Post a Comment