Thursday, 30 December 2010
Proszę.
Wygląda jak mała dziewczynka. Bezbronna.
Matka moja.
Nie potrafi się już niczym cieszyć. Niczym.
I ten smutek. Te jej cierpienie.
To już nie jest jej depresja.
Nie jej osobista. Dzielimy ją.
Ja i ona...
Tak bardzo chcę jej pomóc.
Wziąść w ramiona... przytulić mocno do piersi.
By moja miłość roztopiła ten lód.
Nic zrobić jednak nie mogę.
Wszelkie próby zawodzą.
A ja tylko patrzeć mogę. I cierpieć. I płakać.
Mamo... proszę.
Weź zrób coś dla siebie.
Nie żyj już przeszłością.
Mamo... proszę.
Wednesday, 16 June 2010
Podsumowanie.
Monday, 17 May 2010
Kurwa Wasza mać.
Saturday, 15 May 2010
Sen?
Monday, 10 May 2010
Grecja.
Monday, 3 May 2010
...
Wednesday, 21 April 2010
Tuż... tuż.
Friday, 16 April 2010
Promienie.
Wednesday, 14 April 2010
Rozstania i powroty.
Thursday, 1 April 2010
Żal.
Tuesday, 16 March 2010
Wednesday, 10 March 2010
Uczę się.
Tuesday, 2 March 2010
...
Jeszcze trochę, jeszcze trochę.
Musi się udać.Walcz N., walcz...
Przecież musisz to wszystko zwrócić. Musisz... I tyle.
W odwrotnym bądź razie...
Znów Ci przybędzie.
Złego humoru i... centymetrów.
Muszę się zebrać do kupy.
No tak... łatwo tak mówić.
A tak trudno wykonać...
Friday, 5 February 2010
Pies, rower i las.
Nie uwierzycie mi... nie uwierzycie gdy powiem, że jest we mnie naprawdę wiele ciepła.
Bo jest.
Chcę psa.
Tak bardzo pragnę psa.
Wielkiego, czekoladowego labradora.
Będę go kochać, będę o niego dbać.
Chodzić na długie spacery.
Kupię sobie rower.
I z tym rowerem i z tym psem będę chodzić do lasu.
Odkrywać (nie)zbadane ścieżki.
Szelest liści.
Cięzkie promienie słońca, przedzierające się leniwie przez gęste konary.
Wilgoć zamknięta w powietrzu.
I mój rozedrgany oddech.
Pełen szczęścia.
Lekkie parujące obłoczki wyzierające się z moich zaczerwienionych wysiłkiem warg.
To wezbrane ciepło mojej osoby, mojej radości szuka ujścia.
Las.
Jak ja za tym tęsknię.
Zamknięta w betonowym mieście.
Wednesday, 27 January 2010
Łzy.
Upłynął niemalże miesiąc.
Kolejny styczeń w moim życiu.
Podsumujmy. 3 ataki. 2 rozstania.2 879 076 łez.
Ja wiem jak umrę.Wiem.Kiedyś po prostu, kolejna łza okaże się być tą ostatnią.
O jedną za dużo.
Potem nie będzie już nic.W moim organizmie nastąpią nieodwracalne zmiany.
Ubytek wody, rzędu 15-tu procent.
Wszystko ze mnie wypłynie. Złe i dobre chwile.
Gryzące myśli.
Światłe momenty.
I nie będzie już nic.
Będzie cicho. Będzie spokojnie.
Tak... obojętnie.
Thursday, 21 January 2010
Wrócę.
Szał.
Zamknięty w mojej głowie.
Coś tam huczy... coś tam buczy.
Wwierca się w komórki mojego mózgu strach.
A co jeśli ja już nigdy nie będę szczęśliwa?
Co jeśli to co odpieram na stan przejściowy jest stanem... stałym?
Ostatecznym?
Czy plusem jest zejście istnienia Be. na drugi plan?
Czy to pozytyw?
Coś kosztem czegoś.
Mamo... Tato... ja wrócę.
Ja pomogę.Będę dla Was, tak jak i Wy byliście dla mnie przez 19 lat mojego życia.
Obiecuję...
Friday, 8 January 2010
Postanowienie?
Kłótnia.
O co poszło?
Nikt już nawet nie pamięta.
Finał jak zawsze ten sam.
Przypominamy zwierzęta, małe skowyczące psy. Koniecznie z podkulonym ogonem i uszami na płasko.
Szukam spokoju, chcę odpłynąć w zdrowy, bezpieczny sen.
Be. stuka do drzwi mojego umysłu.
Zajadam stres.
Nowy rok niczego nie zmieni.
Każdy ma swoje głupie postanowienie.
Ile z niego wychodzi?
Przyznajcie się...
No tak, nic nie wychodzi.
Brak motywacji.
Brak stabilizacji.
Nie postanawiam już, że będę silna.
Bo to i tak tylko puste słowa.