Saturday, 16 May 2009

Świnia.

Obudziłam się dziś... i już wiedziałam.

To będzie ten dzień, kiedy wydam masę pieniędzy.

Nie na nową parę butów, torebkę, dwie koszulki.

Nie tak jak zrobiłoby to 99% normalnych kobiet.

Muszę coś zjeść...

Nie.

Ja muszę się nażreć.

Jak świnia.

Chipsy zagryzać batonikiem, by zaraz poczuć posmak pomidorowego sosu i wsysać w siebie nitki makaronu. Litr słodkiej coli. A zaraz potem pół kilo sernika.

Lody...

Mhhmm...

Mhhmm...

Nienawidzę siebie.

Jutro muszę obudzić się będąc inną.

Pieprzone tabletki. Nie działają.

Do cholery!

NIE działają!

NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE DZIAŁAJĄ!

Jaka jest różnica między mną a moją matką alkoholiczką?

Jaka jest różnica między bulemikiem a alkoholikiem?

Alkoholicy nie muszą pić by... żyć.

A dla mnie?

Jedzenie to wróg.

No comments:

Post a Comment