Jakoś się trzymam, będę dzielna. Będę... normalna. Dziś nie bedzie żadnej dramaturgii, kryzysu, czy płaczu. Będzie kolejny dzień z życia zwykłej dziewczyny.
Wiem, że wiele osób uważa, że bulimia to po prostu wymuszona na siłę choroba.
Zgadzam się z tym. Całkowicie.
Problem w tym, że jej pojawienie się w naszym życiu jest niewinne, ot tak po prostu. Myślisz: 'schudnę to przestanę'. Nic bardziej mylnego...
Z każdym kolejnym etapem choroby, nasza 'Be' zahacza o coraz to nowsze sfery naszej psychiki. Gdy przejmie kontrolę nie tylko nad ciałem, ale i umysłem... jesteśmy przegrani.
Kiedyś ktoś, rozmawiając przy mnie o bulimii, nie potrafił się nadziwić, co to za problem przestać wymiotować. Ehh... tu nie chodzi o to.
Walczysz z atakami chronicznego głodu, faktem pochłaniania ogromnych mas jedzenia.
i... wyrzutami sumienia.
Potem już wszystko kręci się tylko wokół jednego.
Nauka, dom, praca? Wszystko schodzi na dalszy plan.
Liczy się to, że zaraz pójdziesz do sklepu.
W przypadku kiedy masz czas, wiesz, że nikt i nic nie stanie Ci na drodze:
Z rozwagą, dokonasz selekcji tego na co masz szczególnie ochotę. Biorąc jedną tabliczkę czekolady, już myślisz o kolejnej.
A gdy jesteś zdesperowany...
Jesz co popadnie.
W moim przypadku, była to ostatnio baza na ciasto... którego nie zdążyłam nawet upiec.
Przykre?
Hymm... nie oczekuję litości. Sama jestem sobie winna.
Pomyślałam sobie, że byłoby po prostu dobrze tu wszystko opisywać.
Żeby każdego dnia, na nowo, uświadamiać sobie jaką głupotę wyrządzam samej sobie.